Tapczan, który ratuje małe mieszkanie. Jak wybrać i nie żałować
Styl japandi uczy mnie, że każdy mebel powinien mieć podwójne życie. W salonie stoi stół z drewna kauczukowego, który w ciągu dnia służy do pracy na laptopie, a wieczorem zamienia się w miejsce do kolacji dla czterech osób. Obok niego postawiłem składane krzesła z naturalnej skóry, które wieszam na haczykach w przedpokoju, gdy nie są używane. Dzięki temu podłoga jest wolna, a pomieszczenie wydaje się większe. Japońska zasada „ma" – piękno pustej przestrzeni – działa tu doskonale. Nie musisz mieć 100 metrów, by poczuć oddech.
W kuchni zapanowała ta sama filozofia. Zrezygnowałem z górnych szafek na rzecz otwartych półek z litego drewna. Trzymam na nich tylko ceramikę z naturalnego gliny i szklane słoiki z kaszami. Reszta sprzętów schowała się w niskich szafkach z matowymi frontami. Blat z konglomeratu kwarcowego w kolorze piasku jest odporny na plamy i łatwy w utrzymaniu. Nawet deska do krojenia ma swoją funkcję – po użyciu staje się podstawką pod doniczkę z ziołami. Każdy detal ma znaczenie, a brak zbędnych przedmiotów uspokaja wzrok.
Wielu znajomych kupowało kanapę z funkcją spania, myśląc, że to to samo co tapczan. A różnica jest zasadnicza. Tapczan ma prostą, smukłą konstrukcję i służy przede wszystkim do spania, choć w ciągu dnia pełni funkcję siedziska. Kanapa z funkcją spania ma głębsze siedzisko i wyższe oparcie, ale jej mechanizm rozkładania często bywa awaryjny. Jeśli szukasz mebla do codziennego użytku, postaw na tapczan. On lepiej znosi częste składanie i rozkładanie.
Ostatnim akcentem jest oświetlenie. Zamiast jednej lampy sufitowej, postawiłem na kilka źródeł światła: kinkiet z papieru ryżowego nad łóżkiem, lampę stojącą z abażurem z trawy morskiej w kącie salonu i taśmę LED ukrytą pod stelażem wersalki. Każde z nich daje ciepłe, rozproszone światło. Japandi nie znosi zimnych, białych żarówek. Gdy zapadam zmrok, mieszkanie staje się przytulne jak japońska herbaciarnia. I to bez zbędnych bibelotów – tylko funkcja i spokój.
Mieszkanie w bloku z lat 60. ma 38 metrów kwadratowych, a na nocleg znajomych z innego miasta czekałem z lekkim niepokojem. Gdzie położyć gości, skoro sypialnia to w zasadzie wnęka, a salon pełni funkcję jadalni i biura? Właśnie wtedy odkryłem, że styl japandi to nie tylko modne beże i drewno, ale przede wszystkim zestaw konkretnych rozwiązań dla takich dylematów. Zamiast tapczanu, który wygląda jak relikt PRL-u, postawiłem na wersalkę o prostej, geometrycznej formie. Jej rama z litego dębu, olejowana na mat, idealnie współgrała z minimalistyczną estetyką, a po rozłożeniu oferowała 140 cm szerokości spania. Wybór padł na model z mechanizmem DL, który otwiera się jednym płynnym ruchem, bez zdejmowania poduszek. To nie jest mebel, który udaje coś innego – on po prostu działa.
Z drugiej strony, jeśli planujesz częste przyjęcia i goszczesz znajomych na noc, warto pomyśleć o dodatkach, które ochronią podłogę. Miałam klientów, którzy wybrali wersalkę z mechanizmem DL – łatwą do rozłożenia i zamykającą się bez przesuwania ciężkich elementów po deskach. Do tego kazałam im kupić filcowe podkładki pod nogi mebli. Dzięki temu podłoga drewniana nie rysuje się przy codziennym przesuwaniu krzeseł. To małe, ale kluczowe szczegóły, o które często zapominamy w ferworze urządzania.
Kiedy wprowadzałam się do swojego pierwszego mieszkania o powierzchni 29 metrów, każdy centymetr był na wagę złota. Salon musiał pełnić funkcję sypialni, a ja nie chciałam spać na rozkładanej kanapie, która po tygodniu przypominała hamak. Wtedy po raz pierwszy poważnie pomyślałam o tapczanie. Dziś wiem, że to mebel, który może uratować aranżację, ale tylko pod warunkiem, że podejdzie się do wyboru z głową.
Zanim jednak przejdę dalej, muszę wspomnieć o materacu. W wersalce spanie często bywa kompromisem, ale producent zastosował materac piankowy o grubości 16 cm na stelazu listwowym. To robi ogromną różnicę. Listwy wyginają się pod ciężarem ciała, zapewniając wentylację, a pianka termoelastyczna dopasowuje się do kształtów. Goście, którzy u mnie nocowali, nie narzekali na ból pleców. W przeciwieństwie do tanich rozkładanek z cienką gąbką, to rozwiązanie faktycznie działa. A gdy wersalka jest złożona, służy jako kanapa do siedzenia. Tapicerka welurowa w odcieniu gołębiego błękitu dodaje wnętrzu miękkości, a jednocześnie jest łatwa w czyszczeniu – wystarczy wilgotna ściereczka, by usunąć ślady po kawie.
Tapicerka welurowa to mój osobisty faworyt. Jest miła w dotyku, nie mechaci się tak szybko jak len, a przy tym dodaje wnętrzu przytulności. Uważaj tylko na jasne odcienie – welur na tapczanie szybko chłonie zabrudzenia z codziennego użytku. Lepiej wybrać kolor grafitowy, butelkową zieleń lub ciepły beż. Do tego welur dobrze znosi czyszczenie pianą, co jest ważne, gdy na tapczanie śpią goście z kawą w ręku.